Natychmiast sprzedałem swoje akcje, ciesząc się, że kurs jeszcze nie spadł. "Pewnie jeszcze nie wszyscy się zorientowali", pomyślałem, ciesząc się jaki to ja jestem sprytny.
Czas pokazał, że wcale nie jestem taki sprytny, a może co najwyżej zbyt zarozumiały. Rynek zignorował to, co dla mnie było ważną niepokojącą informacją, a notowania spółki powoli, ale systematycznie od tego czasu wzrastają. Ja niestety najlepsze wzrosty przeczekałem i ponownie kupiłem Arctic Paper gdy już byłem pewien że się pomyliłem w ocenie sytuacji.
Ta pomyłka kosztowała mnie dwukrotną prowizję (sprzedaż i ponowne kupno) oraz "stracone" zyski, jakie w międzyczasie zanotował kurs akcji Spółki. Zapłaciłem za naukę, a teraz pora na wnioski:
- Po pierwsze, zabrakło mi doświadczenia by prawidłowo ocenić wagę informacji, jaką uzyskałem. Niestety nie da się łatwo tego braku uzupełnić. Jedyne co mogę, to mieć większą świadomość swojej niewiedzy i być dzięki temu bardziej ostrożny przy interpretowaniu informacji i podejmowaniu decyzji.
- Nie jestem już taki pewien, czy Google Alerts rzeczywiście jest jakoś szczególnie wartościowe dla inwestora. Informacje tym kanałem dochodzą jednak z pewnym opóźnieniem (ja dostałem alerta dzień po ukazaniu się informacji w sieci). Jeżeli informacja jest rzeczywiście istotna, to prawdopodobnie w międzyczasie rynek zdąży już zareagować i kurs się zmieni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz